Rozmaitości

 pomoz-chrzescijanom-akcja2011-sms1

mapaprzesladowanchrzescijan


Najważniejsza na Mszy świętej jest składka…?

Z naszych kościołów dobrze znamy następujący obrazek: podczas gdy po modlitwie wiernych na ołtarzu są przygotowywane dary do sprawowania Eucharystii, wśród zgromadzonego Ludu Bożego obserwuje się niezwykłe poruszenie. Jego powodem jest jeden bądź kilku mężczyzn (w sutannach lub bez) nadciągających z wiklinowymi koszykami w rękach, by za chwilę z rozbrajającym uśmiechem przeniknąć między zgromadzonych. Atmosfera się zagęszcza, temperatura rośnie, a tłum dziwnie gęstnieje… Rozpoczyna się słynny rytuał „zbierania na składkę”. Z uwagi na wysoki stopień zaangażowania obu stron, ktoś mógłby powiedzieć, iż jest to najważniejszy element Mszy świętej. Co bardziej pobożni z oburzeniem od razu zaprzeczą. My natomiast postaramy się pokazać, że jest to bardzo ważny moment Eucharystii (choć nie najważniejszy) mający ogromne znaczenie dla naszego codziennego życia.

Poszukując zagubionego sensu

Wydaje się, że gdzieś zagubiliśmy właściwą istotę tej części Mszy świętej. Składka stała się dla niektórych swego rodzaju „kościelnym podatkiem”. Zanim jednak ukształtował się zwyczaj składania ofiar pieniężnych, obrzęd ofiarowania darów wyglądał nieco inaczej niż dziś. Ordo Romanus I („podręcznik ceremoniarza papieskiego” pochodzący z VI w.) podaje dokładny opis dotyczący darów. Wszystkie stany przynosiły na Mszę świętą chleb i wino, które w czasie ofiarowania odbierał od nich diakon. Część z tego chleba przeznaczano na potrzeby biednych, część na utrzymanie kleru, a najlepsze bochenki były przeznaczane na Eucharystię. W niektórych Kościołach lokalnych wraz z chlebem i winem przynoszono również winogrona, oliwę, wosk, sery, masło, miód, kwiaty, jarzyny, ptaki i zwierzęta… Każdy więc przynosił konkretny owoc swojej codziennej pracy by ofiarować go w czasie Eucharystii. Dokonana w XI w. zamiana ofiarowanych przedmiotów na ich pieniężną równowartość (chociaż ułatwiła zbiórkę) zatarła prawdę o tym, że dar reprezentuje dawcę. To bowiem, co w sposób zewnętrzny i widzialny dokonuje się w geście ofiarowania darów, wyraża wewnętrzną postawę, jaka powinna charakteryzować każdego z nas.

Mając na uwadze sens składanej ofiary w czasie Mszy św. nie na miejscu są dyskusje lub wywieranie nacisków na kapłanów aby nie zbierać ofiar w czasie Mszy św. pogrzebowej lub ślubnej /bo zostały opłacone/ ofiary składane w czasie Mszy św. nie są jakąkolwiek zapłatą za cokolwiek /jaką sumą wymierzyć wartość sakramentu ? / ale włączeniem się w składaną ofiarę w postaci materialnej. Chyba że osoby siedzące w ławkach są biernymi widzami na „przedstawieniu” jakim jest Msza św. Nie ma przymusu składania ofiar na tacę, a zatem wszelkie dyskusje na ten temat są bezprzedmiotowe. 

Co łaska czyli ile i na co?

     Ile kosztuje kościelny ślub czy pogrzeb? Dlaczego trzeba za wszystko płacić? Co z opodatkowaniem dochodów Kościoła? - pytają nie tylko adwersarze Kościoła, ale i wielu parafian. Tymczasem zasady, jakimi Kościół kieruje się, zarządzając ofiarami wiernych, są jasne i jawne.O błądzeniu w temacie może świadczyć historia Maćka. Jako bardzo zaangażowany w życie swojej parafii zdziwi! się bardzo, kiedy ksiądz zasugerował mu, by mimo swych „zasług” złożył ofiarę, umawiając datę Mszy. Z bólem serca pokazał, że ma gest i położył na stole w zakrystii 300 zł. Chodziło w końcu o jego ślub. Chciał jednak zrekompensować sobie „ofiarę”, a że miał zwyczaj dawania w niedzielę na tacę 5 zł, szybko wyliczył, że przez 60 tygodni na tacę nie wrzuci nic. Jak postanowił, tak zrobił Nikt mu nie wyjaśnił, że aktywność w parafii nie jest ceną kupienia sobie sakramentu, a ofiara składana przy tej okazji ma przeznaczenie inne, niż ofiary z tacy. Duża w tym – niestety – wina samych kapłanów, którzy nie dość jasno – albo wcale – wyjaśniają wiernym, co robią z ich ofiarami. Sami jednak wierzący często zamiast dowiadywać się i rozwiewać wątpliwości, nadmuchują własną wyobraźnię sensacjami rodem spod kiosku z piwem, rodzinnych dyskusji o księżach i kościele, sąsiedzkich plotek albo z internetowych witryn lewicujących ateuszy.

     Z CZEGO ŻYJE KOŚCIÓŁ?

  W wymiarze duchowym i materialnym Od początku Kościoła wierni utrzymywali ośrodki swojego kultu i swoich duchownych. Potwierdzają to Dzieje Apostolskie; zbieraniem datków na wspólnotę w Jerozolimie zajmował się m.in. św. Paweł (Rz 15). – W starożytności wierni przynosili do świątyni dary materialne, z których rozdzielano środki dla miejscowego prezbitera, dla biednych i potrzebujących, oraz środki pozwalające na utrzymanie miejsca kultu. Później przyjął się zwyczaj składania ofiar pieniężnych, za które kupowało się to, co było potrzebne. Dosyć wcześnie zaczęto rozróżniać przeznaczenie składanych ofiar na: 1. utrzymanie ośrodka kultu oraz ogólne potrzeby wspólnoty lokalnej i całego Kościoła powszechnego; 2. utrzymanie duchownego. Meandry zarządzania przez Kościół ofiarami pieniężnymi swoich wiernych klarownie wyjaśniają Statuty kościelne. 

     Prawo kanoniczne nie określa szczegółowo zasad dysponowania pieniędzmi, które wierni przeznaczają na Kościół  Jest jednak wielowiekowa tradycja, wg której wszelkie ofiary składane przez wiernych z racji posług duszpasterskich są i mają pozostać dobrowolne. Nie można więc uzależniać udzielenia sakramentu od złożenia ofiary lub od jej wysokości

      Praktyka Kościoła w Polsce wskazuje, że:

     – taca zbierana podczas Mszy św. zasadniczo przeznaczana jest w całości na potrzeby parafii, nie zaś na utrzymanie kapłanów. Co jakiś czas tace zbierane są na potrzeby ogólne Kościoła: misje, Caritas, KUL, utrzymanie seminarium duchownego, wspieranie ofiar kataklizmów i wojen itd. Zawsze wtedy wierni są powiadamiani o innym, niż na parafię, przeznaczeniu tacy. Takich tac ogólnych jest w ciągu roku kilkanaście, tak więc średnio co najmniej jedna na miesiąc nie jest przeznaczana na potrzeby miejscowej parafii.

     – ofiary ze stypendiów (intencji) mszalnych,oraz wypominków są przeznaczone na utrzymanie kapłanów pracujących w parafii i rozdzielane między nich na ściśle określonych zasadach 

     – pozostałe ofiary są dzielone – zgodnie z przy jętym w danej diecezji czy parafii zwyczajem – między kasę parafialną i kapłanów. 

     CZY KOŚCIOŁY I KSIĘŻA PŁACĄ PODATKI?

     Wbrew powszechnej opinii – tak! W Polsce przychody, dochody i majątki Kościołów oraz duchownych podlegają takiemu samemu opodatkowaniu, jak inne podmioty. Kościoły zwolnione są z obowiązku podatkowego na jasnych zasadach. Duchowni mogą wybrać jedną z dwóch form opodatkowania. Jedną z nich jest prowadzenie księgi przychodów i rozchodów. Drugą – najczęściej wybieraną – jest ryczałt podobny do tego, jaki płacą mali przedsiębiorcy. Wysokość ryczałtu obliczana jest przez Urząd Skarbowy na podstawie ogólnej liczby osób zamieszkałych na terenie parafii – w przypadku wikariuszy także w zależności od liczby mieszkańców gminy, na której znajduje się parafia – niezależnie od ich związku z Kościołem 

     Jeśli duchowni osiągają dochody z innych źródeł, np. z katechezy, podlegają opodatkowaniu na takich samych zasadach, jak inne osoby fizyczne. Także ich majątek „prywatny” opodatkowany jest bez żadnych ulg i zwolnień. Prócz tego warto pamiętać, że zgodnie z przepisami prawa każdy kapłan pokrywa z własnych środków opłaty na ubezpieczenie społeczne i emerytalne. Z własnych pieniędzy kapłani zobowiązani są wspierać fundusz dla księży emerytów i potrzebujących, pomagać seminarzystom oraz – w miarę swoich możliwości – udzielać wsparcia potrzebującym.

     JAK UTRZYMAĆ PARAFIĘ?

     W największym stopniu z kolekty, czyli zbiórki „na tacę”. Z niej opłacane są media (woda, światło, gaz, ogrzewanie itd.), ubezpieczenie, podatki związane z budynkami i terenem kościelnym, zatrudnienie pracowników kościelnych oraz doraźne inwestycje. Niedziela niedzieli nie jest równa. Wystarczy, że pada deszcz i ludzi od razu jest w kościele mniej W utrzymaniu parafii pomagają datki z wizyt duszpasterskich. Każdy proboszcz stara się, jak może. – W wielu parafiach kolęda jest okazją, aby odłożyć pieniądz na miesiące wakacyjne, kiedy w kościele jest mniej wiernych i nie wystarcza tacy na bieżące funkcjonowanie parafii. Aby wystarczyło pieniędzy na opłaty w zimie, trzeba odkładać fundusze w miesiącach letnich. 

     Obok utrzymywania samej siebie parafia zbiera tacę na najbardziej potrzebujących. W tym względzie trudno przecenić wartość hojności parafian. Pozwalają one księżom organizować parafialne festyny, obozy dla ministrantów, wspomagać biednych, ubogich i bezdomnych. Finansuje się z nich działalność katolickich szkół, hospicjów, domów opieki, różnego rodzaju poradni itd. Nie bez racji ks. Wacław Oszajca SJ w jednym ze swoich artykułów pisał: „Patrząc na to dobro, można rzec, iż pieniądz uwierzytelnia wiarę i chwali Boga”. Wszystko to pod jednym warunkiem: że po zabezpieczeniu funkcjonowania parafii coś jeszcze w kasie parafialnej pozostanie. 

     KATEDRATICUM

     Z zasobów finansowych każdej parafii przekazywany jest również „podatek na kurię”. Naliczany jest autonomicznie w każdej diecezji.     

    Kościół nakazuje, by – przez stypendia kapłani otrzymali od wspólnoty wiernych środki na zaspokojenie swych potrzeb bytowych – nie mniej i nie więcej. Za godziwe warunki ich zamieszkania uważa się mieszkanie z łazienką. – Każdy z lokatorów plebanii winien sam opłacać rachunki za zużytą w jego mieszkaniu energię elektryczną oraz za telefon, a także uczestniczyć w opłatach za ogrzewanie – sugerują wspomniane Statuty. Jeżeli jego dochód jest wyższy niż koszt utrzymania, może sobie coś odłożyć.

     Wynagrodzenie księdza to zasadniczo jedna intencja mszalna dziennie, którą odprawia. Jeżeli odprawia więcej – oddaje pieniądze do kurii.  Często z tych datków trzeba opłacić jeszcze organistę, kościelnego.

     OFIARA CZY JAŁMUŻNA?

     Każdemu z wiernych V przykazanie kościelne nakazuje „troszczyć się o potrzeby wspólnoty Kościoła”. Pozostawia jednak ono wolność wyboru formy i wymiaru tej troski. Dlatego pojawia się kłopotliwe zarówno dla kapłanów, jak i wiernych sformułowanie – i zjawisko – „co laska!”. Tym bardziej kłopotliwe, gdy obie strony sobie łaski nie robią. – Mówiąc o składaniu ofiar przez wiernych wciąż posługujemy się wyobrażeniem, że są oni dojrzali i uformowani. Tymczasem – powiedzmy to wprost – zdarza się, że kiedy biorą ślub, to załatwiając wesele od przysłowiowego talerzyka w lokalu płacą ponad 200 zł, nie mówiąc już o sukni. Potem robią wielkie halo, składając ofiarę 100 zł. O czym więc rozmawiamy? 

     Tradycyjnie uważa się, że wielkość ofiary na stypendium mszalne powinna pokryć koszty dziennego utrzymania kapłana. Warto więc zapytać, za jaką dzienną kwotę nam samym udaje się utrzymać: zjeść trzy posiłki, ubrać się, zaspokoić wszystkie inne swoje potrzeby. Jeśli znajdziemy odpowiedź, będziemy wiedzieli, ile to jest „co łaska”! Są osoby od których wręcz nie wolno nam przyjąć ofiary ponad ich możliwości. Ważne jednak, by była to w sensie dosłownym ofiara, a nie ochłap ze „stołu”.

     – Kiedyś jeden z młodych kapłanów, zapytał panią dającą na intencję mszalną 20 zł: „Pani daje ofiarę, czy jałmużnę?” Obszedł się z nią za ostro, ale dał mi do myślenia. To pytanie miało sens. Jest zasadnicza różnica miedzy tym, czy prosząc Boga o coś – często o życie wieczne dla siebie czy swoich bliskich – składamy Kościołowi swoją ofiarę – taką, żeby rzeczywiście poczuć to w swojej kieszeni – czy jałmużnę? Odtąd, gdy sam składam intencję mszalną, staram się o tym pamiętać.

UTRZYMANIE KAPŁANÓW
     1. Kapłani pracujący w duszpasterstwie parafialnym powinni otrzymywać środki na swoje potrzeby od własnej wspólnoty wiernych, kapłani pracujący w instytucjach diecezjalnych – od tychże instytucji. Środki te powinny wystarczyć na: zabezpieczenie rzeczywistych potrzeb życiowych, na wynagrodzenie osób pełniących dla nich posługę, a także na udzielenie wsparcia potrzebującym.

     2. Stypendia (intencje) mszalne należy składać do wspólnej kasy, zapisując ich wysokość w księdze intencji. Po upływie odpowiedniego czasu np. miesiąca ogólną sumę dzieli się równo między proboszcza i wikariuszy. Inni kapłani codziennie odprawiający Msze św. według intencji wyznaczonych w grafiku parafialnym, w rozliczaniu traktowani są tak samo jak wikariusze i proboszcz. Odprawiający doraźnie otrzymują stypendia za Msze św. przez siebie odprawione.

     3. Stypendia za Msze św. binacyjne i trynacyjne (sprawowane po raz drugi i trzeci w danym dniu) odsyła się do Kurii, chyba że – w poszczególnych wypadkach – ordynariusz miejsca postanowi inaczej.

     4. Proboszcz i wikariusze partycypują w podziale ofiar składanych  tzw. wypominków. […] 

      5. Ofiary składane przez wiernych podczas wizyty duszpasterskiej (tzw. kolędy) są przeznaczone zarówno do kasy parafialnej, jak i własnej dyspozycji duchownych 

     6. Wszelkie podatki /podatek osobisty do kurii oraz urzędu skarbowego/ oraz opłaty na ubezpieczenie społeczne każdy kapłan opłaca z własnych środków, zgodnie z przepisami prawa.

Nasza parafia płaci roczną składkę na Kościół powszechny i lokalny w wysokości 16 tys 551 zł  93 gr

Na Seminarium 4 tys 620 zł   

Razem  21 tys 171 zł  93 gr 

W parafii św. Mikołaja w Skokach obowiązuje zasada dobrowolności ofiar. Nie ma żadnych stawek za posługi religijne.  


pobranePrezentacja11

rys_klekniecie

Pokaż jak czynisz Znak Krzyża a powiem Ci jaki masz poziom wiary.media-636392-003p

Katolicki Znak Krzyża. Ilu katolików tyle różnych wariantów znaku krzyża. Mamy około 90% ignorantów bezmyślnie wykonujących krzyżopodobne  znaki. To jeden z triumfu szatana, można powiedzieć. A przecież Znak Krzyża to mały egzorcyzm, ma nas chronić przed złem. Niech każdy z czytających wykona swój znak krzyża przed lustrem. Jeśli belka poprzeczna znaczonego Krzyża nie dotyka ramion, mamy krzyż odwrotny. Prawidłowy znak Krzyża Jezusa Chrystusa rozpoczynamy od dotknięcia czoła, następnie dotykamy miejsca poniżej mostka, oraz belka poprzeczna kiedy dotykamy ramion oraz kończymy dotykając okolice serca.Jeśli katolik nie rozumie, tak wydawałoby się prostego znaku naszej wiary to jak zrozumie Ofiarę Mszy Świętej.

Kiedy dotykamy czoła, dotykamy ran pod koroną mis-07-88-10-13cierniową, kiedy dotykamy miejsca poniżej mostka, dotykamy przebitych stóp Chrystusa. Kiedy dotykamy ramion, faktycznie dotykamy przebitych rąk Chrystusa. I ostatnie piąte miejsce rany to przebite serce włócznia Pana naszego Jezusa Chrystusa. Im częściej wykonujemy Znak Krzyża ze świadomością Ukrzyżowanego Chrystusa na świątyni naszego Ducha, czyli ciała, tym mniej będziemy grzeszyć.

Wszystkim odrodzonym w Chrystusie znak krzyża nadaje królewską godność.


 

images (3)

Co groziło w dawnych czasach za rozmawianie w kościele 🙂 

Trucizna sączona do uszu... poprzez rozmawianie w kościele! Na ilustracji fragment okładki książki "Gossip and the Gospel" Timothy'ego Williamsa.Niech winny zostanie związany w przedsionku kościelnym w obecności wszystkich i ukarany chłostą oraz obcięciem włosów”. Tak średniowieczne prawodawstwo radziło sobie z jednym z występków przeciwko wierze. Nie chodziło jednak o cudzołóstwo, bluźnierstwo, ani żaden z wielkich grzechów. Baty czekały tego, kto… rozmawiał w kościele.

Źródła nie pozostawiają wątpliwości. Problem rozmawiania w kościele jest równie stary co sama religia chrześcijańska. Już w IV wieku, kilkadziesiąt lat po tym jak nowa wiara została zalegalizowana w Cesarstwie Rzymskim, święty Jan Chryzostom narzekał na kobiety plotkujące podczas nabożeństw. Z tą samą kwestią borykali się nawet pustelnicy. Ojciec Jan z Merosaby, igumen klasztoru położonego wśród piasków egipskiej pustyni, przestrzegał w V wieku, że każde słowo niepotrzebnie wypowiedziane w domu bożym „godne jest potępienia”.

Nie plotkuj. Diabeł patrzy!

Księża próbowali walczyć z kościelnymi gawędziarzami przy wykorzystaniu kazań. Z ambon wygłaszali pouczające opowiastki z szatanem w roli głównej. Wyjaśniali w nich, że diabeł ukrywa się za oknem kościoła i skrzętnie zapisuje treść każdej zbędnej rozmowy toczonej w świątyni, by zacytować ją następnie na Sądzie Ostatecznym.

Anonimowy angielski kaznodzieja z Norfolku, autor księgi „Studnia Jakuba”, był przekonany, że gadulstwo to nie tylko grzech, ale grzech ciężki. Prowadzący prostą drogą do ognia piekielnego.

Do odbiorców z wyższych warstw społecznych kierowano napomnienia zaszyte w literaturze pięknej. Przykładowo XII-wieczna wersja opowieści o Tristanie i Izoldzie stanowczo krytykowała homoseksualizm oraz… właśnie rozmawianie w kościele. Być może niektórym wiernym przestrogi trafiały do serca. Wciąż jednak nie brakowało zatwardziałych gaduł. Z myślą o nich od przestróg zaczęto przechodzić do kar.

Gaduły trzeba zagłodzić

W średniowieczu tradycyjną pokutą za rozmawianie w kościele było 10 dni postu o samym chlebie i wodzie. Ta kara stała się tak popularna, że jeszcze w 1576 roku wieku biskup Mediolanu Karol Boromeusz zalecał ją w wydanych wówczas zarządzeniach dla kleru. W XIX wieku, raczej na prawach anegdoty, nadal wspominano o niej w pracach teologicznych.

10 dni postu o chlebie i wodzie! Taką karę za rozmawianie w kościele zarządził w 1576 roku Karol Boromeusz.

10-dniowa pokuta nie była szczególnie dotkliwa. Od długości kary ważniejszy był jednak fakt publicznego napiętnowania sprawcy. Dlatego przeciwko plotkarzom, którzy ważyli się zakłócać mszę świętą wytaczano procesy przed kościelnymi sądami. Byli traktowani na równi z cudzołóżcami i bluźniercami. Już od średniowiecza nakładano na nich także kary pieniężne.

Dużo surowiej obchodzono się z młodzieżą. W XII-wiecznej szkole katedralnej w Paryżu uczniom nie tylko zabraniano rozmów w kościele, ale też nakazywano im donosić na kolegów, którzy dopuścili się grzechu gadulstwa. Jeśli tego nie zrobili – czekała na nich kara rózgi.Rózga, ból i poniżenie Wszystko to było jednak niczym na tle drakońskich regulacji wprowadzanych w świeżo schrystianizowanych krajach. Statuty św. Stefana wydane na Węgrzech w XI wieku wyjaśniały jak należy postępować z tymi, którzy „podczas mszy pomiędzy sobą rozprawiają i przeszkadzają innym, opowiadając niedorzeczne opowieści i nie słuchając świętych czytań, co miały być dla nich strawą duchową”.

Chłosta. Najlepsze rozwiązanie dowolnego problemu według ludzi średniowiecza. Także kościelnego gadulstwa.

Dla zwykłych wiernych przeznaczono chłostę i golenie głowy. Tylko możni mogli liczyć na taryfę ulgową. „Niech będą napiętnowani i wypędzeni z kościoła” – podawały statuty.

Przez kolejne wieki sankcje, szczególnie te pieniężne, wcale nie zanikały. W nowożytnej Anglii za odezwanie się w świątyni wciąż groził proces sądowy, a nawet kara więzienia. Przekonała się o tym niejaka Margatet Symonds, sądzona w 1629 roku za zaśmianie się podczas kazania.

Bardziej pobłażliwie traktowano mężczyzn. W 1564 roku pewnemu mieszczaninowi z Yorku, który „niepotrzebnie chodził i gadał w kościele” kazano podarować wybranemu żebrakowi dwanaście pensów. Co ciekawe, w podobny sposób – przymusową jałmużną – karano w państwie królowej Elżbiety także mężczyzn, który odmawiali współżycia ze swoimi żonami.

Rubel na budowę cerkwi

W XVII-wiecznej Rosji na osobę przyłapaną na kościelnym gadulstwie nakładano karę w wysokości jednego rubla. Zebrane pieniądze, przynajmniej w teorii, miały być przekazywane na budowę nowych cerkwi.

Ostatnie znane przypadki podobnych praktyk pochodzą z połowy XX wieku. Jeszcze w latach czterdziestych francuscy misjonarze na wyspie Wallis na Pacyfiku pobierali od tubylców jednego szylinga za noszenie makijażu w świątyni i dwa za niepotrzebne otwieranie ust. Na problemy finansowe nie mogli narzekać.